Dramat polskiej rodziny na wyspie

W kwadrans wymordował swoją rodzinę, znajomą i jej córkę. Potem próbował odebrać sobie życie. Mija pięć lat od masakry na wyspie Jersey.

Tego dnia, gdy sędzia ogłaszał wyrok, nikt na sali nie krył oburzenia: oskarżony nie może odpowiadać za swoje czyny, niewinny sześciokrotnego morderstwa. Sąd odrzucił twierdzenie prokuratora, że Damian R. zaplanował zbrodnię, na co miała wskazywać m.in. kolejność zabójstw (pierwszy zginął teść R., jedyna osoba w domu, która mogła go powstrzymać; ostatnią zamordował żonę, bo według oskarżenia chciał, by cierpiała, widząc śmierć swojej rodziny). Pięciu biegłych, którzy badali R., jednogłośnie przybili mu niepoczytalność. Rok wcześniej, gdy chwycił za nóż, był w stanie głębokiej depresji, miał słyszeć głosy, a do tego już po zdarzeniu Damian wcale sobie nie przypominał, że zamordował własne dzieci. Sprawa z psychiatrycznego punktu widzenia niezwykle skomplikowana, a do tego atmosfera wokół oskarżonego gęstniała z każdym dniem procesu.

To było w sumie dziesięć dni, podczas których 32-letni R. ani razu nie podniósł wzroku ponad poziom podłogi. Po prostu nikomu nie śmiał spojrzeć w oczy. Przyznał się, choć zastrzegł, że działał nieświadomie, był zamroczony. Po drugiej stronie opinia publiczna czekała na surowy wyrok, najlepiej dożywocia i to bezwarunkowego. Ba, część zapewne życzyła mu kary śmierci, przeklinając w duchu dzień jej zniesienia. Pomruk niezadowolenia przetoczył się przez salę sądową, gdy przysięgli wrócili z orzeczeniem nieumyślnego spowodowania śmierci. Sentencja wyroku: 30 lat pozbawienia wolności za każdą z zamordowanych osób. Tyle że R. będzie odbywał kary równolegle, a zatem, jeśli sąd oceni, że nie stanowi już zagrożenia dla społeczeństwa, na wolność może wyjść już po dwóch dekadach. Dla wielu, przede wszystkim dla rodzin ofiar, to stanowczo za mało.

Pasowali do siebie

Damian R. wychował się w Nowym Sączu. W domu bywało różnie, szczególnie gdy ojciec wracał wypity, więc Damian z bratem często zostawali na noc u babci kilka bloków dalej. Mimo to był spokojnym i grzecznym chłopcem. Niczym się nie wyróżniał. Po ogólniaku, który skończył ze średnimi wynikami, poszedł do armii.

Izabela poznała Damiana w 2001 r. w Bydgoszczy, gdzie mieszkała, a on odbywał zasadniczą służbę wojskową. To była wielka miłość od samego początku. Pasowali do siebie, planowali wspólną przyszłość. W końcu postanowili się pobrać. Było jak w bajce, tylko zawodowo w kraju się Damianowi nie wiodło, więc rodzina R. wyemigrowała do Wielkiej Brytanii, na wyspę Jersey. Ojciec Izabeli wyjechał tam kilka lat wcześniej, zatem mieli się gdzie zaczepić. Zamieszkali przy Victoria Crescent w St Helier. Izabela wkrótce zaszła w ciążę z ich pierwszym dzieckiem, Kingą. Damian na co dzień pracował na budowie. Zarabiał na tyle dobrze, by utrzymać rodzinę. Kilka lat później na świat przyszedł Kacper, ich drugie dziecko. Izabela zajmowała się dziećmi, gotowała i sprzątała.

To była, w opinii sąsiadów i znajomych, normalna rodzina. Żadnej przemocy. Kłótnie, owszem, zdarzały się, ale nie częściej niż w innych domach. Rodzina z Polski też niczego złego nie zauważyła. Z boku wyglądało, że po sześciu latach małżeństwa wciąż są ze sobą szczęśliwi, choć potem w śledztwie wynikło, że tak do końca kolorowo nie było i na miesiąc przed tragedią ich związkiem wstrząsnął poważny kryzys.

Myślał o zabójstwie

Wszystko zaczęło się w czerwcu 2011 r. 30-letnia Izabela wyznaje wtedy mężowi, że miała dwumiesięczny romans. Kobieta w końcu wybrała rodzinę, ale Damian ciężko przyjmuje wyznanie żony o zdradzie. Koledzy w pracy niemal natychmiast zauważają zmianę w jego zachowaniu. Chodzi przygnębiony, użala się, popija. Widać, że nie daje sobie z tym rady. Problem narasta, aż 19 lipca R. połyka garść leków na depresję i ląduje w szpitalu.

Nikt takiego obrotu sprawy się nie spodziewał. Po próbie samobójczej Damiana małżonkowie postanawiają walczyć o utrzymanie rodziny. Kilka dni później pakują dzieci do samochodu i wyjeżdżają do Polski na urlop. Chcą odpocząć, zmienić otoczenie, naprawić relacje. Większość czasu spędzają w Nowym Sączu. Ale tam Damian wciąż nie może się otrząsnąć. Niejako w rewanżu korzysta z usług prostytutki, mimo to nie potrafi zapomnieć o romansie żony. Jest nerwowy, drażliwy. Para od dłuższego czasu sypia oddzielnie.

Już po zabójstwach R. egzaminowany przez jednego z psychiatrów miał z początku twierdzić, że nigdy wcześniej nie myślał o zabójstwie swojej rodziny ani nikogo innego. Chociaż potem, przy innej okazji przyznał, że jednak nachodziły go takie myśli, gdy był zdenerwowany albo po alkoholu. Z drugiej strony wydawał się zrównoważony. Dbał o dzieci, o rodzinę. Na próżno było szukać w jego zachowaniu sygnałów, że planuje zbrodnię.

Ostatnia kłótnia

Rodzina R. wraca do domu w St Helier rano 14 sierpnia. Jest ciepła, słoneczna niedziela. Izabela i Damian postanawiają po południu zrobić grilla. Zapraszają bliską koleżankę rodziny 34-letnią Martę H. i jej córkę Julię. Izabela z ojcem jadą po nie na drugi koniec miasta. Kiedy wracają Damiana nie ma w domu, a dzieci bawią się same. Izabela wyrzuca mężowi, że zostawił ich synka i córkę bez opieki, gdy mężczyzna po chwili wraca do mieszkania. Później na procesie obrona wykaże, że po tej kłótni R. stracił nad sobą panowanie. Tyle że jest około trzynastej, a R. swoją pierwszą ofiarę zaatakuje dopiero przed piętnastą. Dla oskarżenia będzie to koronny dowód, że Damian działał świadomie, a nie w afekcie. W ciągu niemal dwóch godzin od kłótni mógł bowiem przemyśleć i zaplanować zbrodnie.

Ojciec Izabeli, 56-letni Marek G. był kompletnie zaskoczony. Zginął od ciosów zadanych dwoma kuchennymi nożami. Niektóre z nich uszkodziły kręgosłup. Następnie Damian wszedł do salonu, gdzie bawiły się dzieci. Kacper, Kinga i Julia otrzymali od 13 do 16 ciosów. Nie miały szans. Kolejną ofiarą była Marta. R. także w jej ciało wbił ostrze kilkanaście razy. Potem została już tylko Izabela. Próbowała uciekać. Zdołała jeszcze wykręcić numer na policję, ale w panice wybrała polski telefon alarmowy 997, dlatego nie udało jej się wezwać pomocy. Wybiegła przed dom. Damian dopadł ją zanim ktokolwiek zdążył zareagować.

Kto jest sprawcą?

Na dobrą sprawę sąsiedzi dopiero wtedy zorientowali się, że coś jest nie tak. To oni wezwali policję. Damian w tym czasie zdążył wrócić do domu. Zatrzasnął drzwi, kilkukrotnie wbił nóż we własną klatkę piersiową i podciął sobie żyły. Ale i tym razem nie udało mu się popełnić samobójstwa. Trochę trwało nim wezwani na miejsce funkcjonariusze i medycy ustalili, kto jest sprawcą masakry. To co zastali w mieszkaniu było przerażające. Ratownicy na miejscu stwierdzili śmierć Marka i Kacpra. Pozostali trafili do szpitala, ale tylko Damian przeżył.

Na wyspie przez kilka kolejnych dni ludzie z niedowierzaniem śledzili doniesienia prasowe. Tak okrutnej zbrodni nigdy tu jeszcze nie było. Ostatnie morderstwo odnotowano siedem lat wcześniej. W sprawie pomagali policjanci z londyńskiego Scotland Yardu. O pomoc poproszono także polską policję. Mniej więcej po roku śledczy zgromadzili dostateczną ilość materiałów dowodowych, by postawić Damiana R. przed sądem.

Paweł Chojnowski

goniec_150

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA

/Autor

Ostatnie lata przyniosły ogromny postęp w leczeniu nowotworów

Raka piersi co roku diagnozuje się u około 18 tys. Polek, z których 85 proc. udaje się wyleczyć. Dzięki nowoczesnym terapiom – obecnie nawet rak piersi z przerzutami może stać się chorobą przewlekłą. Podobnie jest w przypadku wielu innych typów nowotworów – choć liczba zachorowań rośnie, pojawiają się innowacyjne leki, które znacząco wydłużają życie chorych i poprawiają jego jakość.

Sharing is caring!