Dramat na statku. Relacje pasażerów

» Patrycja Marucha | Źródło: corriere.it

Pożar wybuchł na statku Norman Adriatic około godziny 4.30 w niedzielę rano. Znajdowało się na nim 478 pasażerów, w większości obywateli Grecji, płynących z greckiego portu Patras do włoskiej Ancony. Uratowano 290 osób, 187 wciąż czeka na pomoc. Jest jedna ofiara śmiertelna i ranni. Ewakuację utrudniają bardzo złe warunki pogodowe – wysokie fale i porywisty wiatr.

______________________________________________________________________________________________________

Po kilku godzinach od wybuchu pożaru powiły się we włoskich serwisach informacyjnych pierwsze relacje pasażerów statku Norman Adriatic. „Jest nam bardzo zimno i dusi nas dym, pożar rozprzestrzenia się coraz bardziej.” Inny pasażer, Grek, dodaje: „Podłogi są bardzo rozgrzane, ludzie trzęsą się i kaszlają. Nie wiem czy damy radę.” Ktoś inny krzyczy: „łódź się przechyliła, jesteśmy w niebezpieczeństwie, spalimy się jak myszy, nie wiem jak długo jeszcze wytrzymamy”- tłumaczy pasażer Nikos Petheodosiou telewizji Mega Channel prosząc ratowników o niezwłoczną pomoc. „Jesteśmy skupieni wszyscy razem obejmując się aby się ogrzać. Jeżeli nie utoniemy to umrzemy z zimna”- mówi obywatelka Grecji przez telefon, dodając, że dzieci i osoby starsze zostały zabrane przez helikoptery.

Kierowcy ciężarówek zwracają uwagę na przeładowanie w części statku transportującej tiry. Zatankowane do pełna i ściśnięte jeden przy drugim, poruszały się przy wysokich falach. To bardzo prawdopodobne, że jakieś zwarcie, które zapoczątkowało pożar, nastąpiło właśnie tam – opowiadał przez telefon jeden z kierowców greckiemu dziennikarzowi.
Przewieziona do szpitala uratowana 12 latka mówi: „Spałam gdy zostaliśmy obudzeni przez syrenę alarmową. Wszyscy uciekali. Mówiono, że pożar się rozpoczął od jednej z ciężarówek a potem rozprzestrzenił na statku.”

Inny pasażer statku „Norman Atlantis”, w rozmowie telefonicznej z grecką telewizją Mega, opowiadał: „Nasze buty zaczęły się topić kiedy byliśmy w strefie recepcji.” „Palimy się i topimy i nikt nie jest w stanie nas ocalić. Pomóżcie nam, nie zostawiajcie nas samych.”- prosił o pomoc jeden z zdesperowanych pasażerów.

Niektórzy z podróżujących na statku opowiadali, że alarm dzwonił na długo po tym jak poczuli dziwny zapach w kabinach a na korytarzu zobaczyli dym i palące się podłogi. Od załogi otrzymali kamizelki bezpieczeństwa i poza tym żadnej pomocy ani informacji gdzie mają się kierować. Kobieta, która została uratowana wraz z 2 letnią córką, udzielając wywiadu Associal Press powiedziała, że w pierwszej kolejności do ewakuacji wzywano kobiety i dzieci ale łodzie ratunkowe nie mogły się zbliżyć z powodu deszczu i wiatru. Co najmniej 4 godziny oczekiwali na pokładzie na pomoc marznąc na deszczu.