Dom wariatów

Kanclerz Niemiec Angela Merkel powiedziała w czwartek w Rzymie, że propozycja Komisji Europejskiej, by kraje, które nie chcą przyjąć uchodźców, płaciły po 250 tysięcy euro za każdego z nich, to nie kara, ale forma „lojalności” – lojalności wobec uchodźców czy Angeli?

Przyznam szczerze, zaczynam coraz mniej rozumieć nie tylko politykę ale i ludzi. Kiedy pierwszy raz usłyszałem o propozycji płacenia „lojalki”, pomyślałem, że jest to z pewnością jakaś dziennikarska kaczka. A że „kaczki” – przynajmniej w Polsce, zdolne są do niemal wszystkiego, uznałem pomysł, ideę, koncept płacenia za uchodźców wspomnianych sum, za coś niedorzecznego, głupiego i abstrakt, który zdarzyć się może, w przypływie nadmiernej ilości środków odurzających, każdemu. Oczywista oczywistość, ów „kaczka” nie była pochodzenia polskiego, a europejskiego, co wzbudziło mój głębszy niepokój o stan ducha kondycji ludzkiej nie tylko w Polsce, nad Wisłą, w Kazimierzu, czy w znanym „wszystkim Polakom” Kluczborku. Kiedy jednak media zaczęły dopytywać polityków o marzenia pani Kanclerz, uznałem, że i media – jak to media – popadają w jakąś paranoję albo węszą kolejne odsłony swoich mediów zarówno drukowanych jak i tych wirtualnych. Ale kiedy pani Kanclerz przemówiła ludzkim głosem, uznałem, że nie jest to żaden wirtualny matrix, ale zupełnie realna rzeczywistość, nad którą pochylić się trzeba. I jak pomyślałem, tak zrobiłem, i padłem – rażony głupotą.

Z Unią Europejską jest trochę jak z miłością. Na początku zauroczenie, zaćma i eksploracja niewątpliwych walorów estetycznych. Następnie, gorączkę „sobotniej nocy” zastępuje kac, a ostatecznie otrzeźwienie. Niestety wytrzeźwienie, choć gwarantuje świeże spojrzenie, często kończy się rutyną trwająca tak długo, dopóty nie zacznie doskwierać jak świerzb. I choć chorobę można przez określony czas jakoś tam lekceważyć, to przychodzi moment krytyczny. I jeśli objawy w rodzaju: nadmuchana biurokracja, zidiocenie unijnych decydentów, oderwane od rzeczywistości przepisy prawne, krzywe banany, ogórki, ziemniaki oraz tuzin innych nieregularnych kształtów, można jakoś logicznie (sic!) wytłumaczyć, to ostatnie idee Unii, pod dyktando Angeli, naprawdę ogarnąć trudno.

O Unio, ile Cię trzeba cenić ten tylko się dowie, kto Cię stracił, chciałoby się powiedzieć, parafrazując klasyka – rzecz w tym, że klasyka, najwyraźniej ma kłopoty.

Nie możemy mieć wspólnej Europy, jeśli odrzuca się wszelką formę podziału ciężarów. (…) Musimy dyskutować o tej propozycji, to forma lojalności wobec krajów, które chronią nasze zewnętrzne granice, takich jak Włochy, Grecja czy Cypr. (…) Tych krajów nie można porzucić. Musimy nauczyć się razem stawiać czoło wyzwaniom, bo stawką jest przyszłość Europy – powiedziała Angela Merkel w Rzymie.

O Bogowie!

Zapraszając nielimitowaną ilość gości na „imprezę” nie można zapominać o pojemności skrzynek wina, koszyków wypełnionych chlebem, liczbę toalet, papieru toaletowego oraz gościnnych pomieszczeń, bowiem w razie „W”, „party” zakończą albo sąsiedzi albo policja, a wówczas nie będzie mowy o miłości do bliźniego, ale zwyczajnie o prawie.

Ktoś uczulony na słowo lub przepełniony empatią, mógłby mi zarzucić dobranie nieodpowiednich metafor. Rzecz w tym, że życie, tak samo jak „party”, rządzi się określonymi prawami. Czym innym jest chcieć, a czym innym móc, a jeszcze czym innym jest móc płacić za rachunki nieodpowiedzialnego gospodarza. W tym konkretnym przypadku gospodarzem są Niemcy, choć nie wszyscy, a widać to zarówno na ulicy jak i w sondażach. Dlaczego za niezorganizowane „party” Angeli Merkel mają zapłacić sąsiedzi?

Nikt nie kwestionuję moralnej postawy pani Kanclerz – ja również ją kocham (postawę) -, ale Europa nie powinna wisieć na krzyżu tylko dlatego, że światowa polityka cierpienie uchodźców liczy w dolarach, baryłkach ropy i sztabkach złota. Bowiem dzisiaj, problem uchodźców – tak jak kiedyś holokaust w Polsce – powinien być rozstrzygnięty wspólnymi siłami, globalnie. Jeśli takowe rozstrzygnięcia nie nastąpią, 250 tys. euro za „głowę” uchodźcy ani nie pomogą ani na milimetr nie przybliżą do jedności w przestrzeni wewnątrz europejskiej. A że przyjaźń z reguły nie jest łatwa i bywa krucha, takie rozwiązania doprowadzić mogą do konsekwencji – w tym przypadku – obliczalnych. Upadek strefy Schengen, a nawet całego projektu Unii Europejskiej.

Pomijając wszelkie argumenty, czy uchodźcom – tym którzy uciekają przed śmiercią i tym ekonomicznym – pomagać i, w jaki sposób, jedno ciśnie się na usta. Ciśnie się mianowicie zwykłe wkurwienie i, co ciekawe, nie na uchodźców ale tym razem na naszych i naszymi głosami wybranych polityków. Zidiocenie najważniejszych polityków w Europie sięgnęło zenitu. Pojawiają się głosy o psychiatryku potrzebnym od zaraz, który uleczyłby choćby kilku ważniejszych graczy w Unii Europejskiej, bowiem jeśli choroba nie zostanie uleczona w zarodku, potem naprawdę będzie za późno.

Wspierany przez Angelę Merkel, pomysł, płacenia tak astronomicznych kar, „lojalek” przez państwa nie przyjmujące uchodźców (którzy zresztą nie chcą mieszkać ani w Polsce, Czechach, Grecji czy we Włoszech ani w Turcji, w której przecież są bezpieczni) uważam za zwykłą gangsterską próbę zebrania haraczu. I choć z powodów oczywistych taka próba ze wszech miar się nie uda, to absurdalny pomysł, który wpadł politykowi do głowy, podpowiada nam niczym czerwony alarm, że Unia rzeczywiście na gwałt potrzebuje reformy, lekarza, a być może nawet szamana. Jeśli z Unii nie wygonimy demonów mącących umysły polityków, w tym pani Kanclerz Angeli Merkel, Unia Europejska najpierw napęcznieje od idiotyzmów jak balon, a potem pęknie z wielkim hukiem. Problem w tym, że do „wielkiego wybuchu” zbliżamy się jeszcze większymi krokami.

Od dawna staram się opowiadać, nie po stronie partyjnych ideologii, a po stronie rozsądku. Tym razem rozsądek podpowiada mi kilka rozwiązań. Pierwsze: zostać przeciwnikiem Unii Europejskiej reprezentowanej przez wariatów, w tym Angeli Merkel. Drugie: zostać zwolennikiem Brexitu. Trzecie i być może najrozsądniejsze: zostać uchodźcą. Nie wiem tylko, czy zostać uchodźcą z powodu nadciągającej europejskiej zadymy czy uchodźcą ekonomicznym – 250 tys. euro drogą nie chodzi ._

Pytanie, kto zechce przyjąć do siebie europejczyka…

Tako rzecze…
OM | Damian Biliński

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

/Autor

Niedożywienie – przemilczany problem polskich szpitali

Niedożywienie jest jednym z większych problemów zdrowotnych. Osoby niedożywione mają słabszą odporność, częściej zapadają na infekcje i są znacznie bardziej narażone na powikłania, m.in. po leczeniu operacyjnym. Z analiz i obserwacji wynika, że tylko połowa pacjentów przeżywa pobyt na oddziale intensywnej terapii.

INFORMACJE I BIZNES

/Autor

Niedożywienie – przemilczany problem polskich szpitali

Niedożywienie jest jednym z większych problemów zdrowotnych. Osoby niedożywione mają słabszą odporność, częściej zapadają na infekcje i są znacznie bardziej narażone na powikłania, m.in. po leczeniu operacyjnym. Z analiz i obserwacji wynika, że tylko połowa pacjentów przeżywa pobyt na oddziale intensywnej terapii.

OPINIE I PUBLICYSTYKA

/Autor

Ludzkość ma ogromny dług u Ziemi

Na każdy rok życia ludzkości na Ziemi przypada określona ilość odnawialnych zasobów naturalnych. Dzień Długu Ekologicznego to dzień, w którym wykorzystaliśmy wszystkie zasoby przeznaczone na dany rok. Codziennie jemy, pijemy, podłączamy smartfony do prądu, poruszamy się pojazdami wydzielającymi spaliny – w skrócie: zużywamy zasoby Ziemi.

STYL I KULTURA