Nie czuję się emigrantem

Niepowodzenia wielu Polaków tłumaczone są jednako – jestem emigrantem. Obcięli mi socjal, nie dostałem mieszkania, zwolnili mnie z pracy, nie mam przyjaciół, Polak znowu zrobił mi pod górkę. Albo lepiej, ten okropny Brytol. Wiedzie mu się lepiej, bo wiadomo, że nie Tobie, przecież jesteś emigrantem, a on Angolem, więc jasna sprawa co się święci. Codzienna śpiewka, od której krew mnie zalewa. Faktów nie oszukam, jesteśmy emigrantami, prawda bolesna, o czym przypominają formularze rejestracyjne w urzędach i przychodniach.

Niestety, nie będę pokazywała paluchem na wrednych Brytoli, że mnie dyskryminują, bo to my lubujemy się w polskich tytułach, ze szczególnym upodobaniem na sensacyjny lead, w którym błyszczy, jak Beyonce na finałach Super Bowl, ukochany i dopieszczony „polski emigrant”. Pragniesz poczuć się częścią angielskiej społeczności, jednak trochę kulejesz. Oczekujesz benefitów, mieszkań socjalnych, równego traktowania, 8 godzinnej zmiany za biurkiem i radosnych, angielskich znajomych – ale co zrobiłeś w tym kierunku, cwaniaku? Tak, nakrzyczałeś na Camerona w BBC, że nie ma równych i równiejszych, a przecież przyjechałeś do krainy mlekiem i miodem płynącej. Brawo. Nie jesteś u siebie – coś Ci się należy, coś nie. Prawo unijne zakłada, że jako stałemu rezydentowi Anglii, Szkocji i Irlandii należy Ci się pomoc socjalna: zasiłki zdrowotne, mieszkaniowe, macierzyńskie i pomoc dla bezrobotnych. Mało? Często doimy państwo brytyjskie, szukamy luk prawnych, żeby ugrać jak najwięcej, ale w Polsce krzyczymy „Polska dla Polaków”. No, więc jak to jest? Chcesz czy nie, musisz tę gorzką prawdę przyswoić. Lata temu w głowach zasiano fałszywe przekonanie, że jako emigrant jesteś gorszy. Niby pracodawca Cię chwali, bo Polak taki robotny, ale wciąż coś nie gra. Najmniejsze pieski najgłośniej szczekają – i Ty krzyczysz o prawach i obowiązkach, w weekend popijasz zimne piwko w pubie, ale wciąż z lubością pielęgnujesz stereotyp polaczka, który pierwszą wypłatę przehula na Iphona. Rozczaruję Cię – ekran, który jest fleszem nie doda Ci blasku. Może wśród swoich, bo dla Anglika to norma. I jak przemyślenia? Mentalny emigrant na własne życzenie?

PRZEWAŻNIE Z WYBORU

Kilka miesięcy temu na rynku pojawił się kalendarz. Ciekawe, kolorowe grafiki, na okładce kot (i chyba tylko to skradło moje serce), ale ilekroć przed oczami pojawiał się tytuł, długo tłumiony wewnętrzny bunt przybierał na sile. Próbowałam przekonać samą siebie, że widocznie jest popyt, ludzie się cieszą i pękają z dumy, ponieważ autor po raz setny mianował ich zaszczytnym „emigrantem”. Do czasu, aż nie zaczęłam szukać polskich blogów i serwisów ogłoszeniowych. Mieszkania nie znalazłam, za to powody do zadawania sobie wciąż tych samych pytań – jak najbardziej, bo wynik wyszukiwania, który zaserwował Google przyprawił mnie o mdłości: o emigrantach, o polskiej emigracji, dla emigranta, z emigrantem, przez emigranta – polskiego emigranta. Przykłady można mnożyć – jednak to trochę bezcelowe, biorąc po uwagę fakt, że mieszkasz na Wyspach już 10 rok, a Twoja znajomość języka urzędowego ogranicza się do zdania: I SPEAK ENGLISH SMALL (przykład prawdziwy). Jeżeli tak to wygląda – masz rację, wciąż jesteś mentalnym emigrantem. W Polsce było ciężko. Nie aż tak, jak za czasów starego PRL – u, ale również jestem jedną z tych, która być może trochę z wygody, braku alternatywy, celem uzbierania funduszy na jakiś cel, być może w poszukiwaniu przygody również osiadła na brytyjskiej Ziemi. Po miesiącach obserwacji, zawarciu mniej, lub bardziej owocnych znajomości i przeczołganiu mojej osoby przez kilka obozów pracy pojawiły się pewne wnioski. Z rozmachem przyklejamy łatkę emigranta nie tylko sobie wzajemnie: MÓJ RODAKU, MY EMIGRANCI TRZYMAJMY SIĘ RAZEM – jak 20 lat temu, w strachu i niepewności. Więcej, pozwalamy utwierdzać się w przekonaniu, że ja – emigrant, znaczy ja – gorszy. Ludzki mózg, w tym przypadku, działa na prostej zasadzie – pewne schematy myślowe i powielane zachowania nie ulegną zmianie ot tak. Przyjmowanie przez lata fałszywej prawdy zawsze będzie sprowadzało się do życia w wyobcowaniu i złości na otaczający nas świat. Nagminne używanie sformułowania emigrant, emigracja i im podobnych uniemożliwia nawiązanie relacji interpersonalnych z ludźmi rozumującymi inaczej. No bo jak rozmawiać z Brytyjczykiem, jak równy z równym, mając za sobą wybrzmiewające „Jestem miejscowy, ale ciągle obcy”? Ograniczenia powstają w naszej głowie – chociaż dyskryminacja jest zjawiskiem powszechnym – to stawiany przez lata mur można zburzyć. Zastanawiałeś się kiedyś, czy Twoje postrzeganie siebie, jako udręczonego emigranta ma wpływ na to, jak postrzegają Cię nie tylko inni „udręczeni emigranci”, ale przede wszystkim Ci, którzy umożliwiają nam lepszy start?

WIELKIE HALO, BO EMIGRACJA TO NIE TAKA ŁATWA SPRAWA.

Nie, nie jest łatwa – tęsknota za domem, rodziną i polską wędzoną kiełbasą nie przestaje być aktualna. W Dwudziestoleciu międzywojennym, kiedy słynny „Batory” dobił do wybrzeża Ameryki, emigracja, był to zdecydowanie odważny krok w przyszłość. Co ważne, na tamten czas takie decyzje były zjawiskiem marginalnym. Zejść z pokładu i postawić stopę na amerykańskiej ziemi z pewnością można zaliczyć do wydarzeń pokoleniowych. Czy każdemu się udało? Nie. Czy byli bardziej odważni, niż my jesteśmy? Tak. Pomińmy znajomość języka i wykształcenie. Skupmy się na zdolności do pracy i otwartości na Nowe. Przede wszystkim na nowe myślenie. Coraz częściej odnoszę wrażenie, że niestety, ale otwartość wielu w UK ogranicza się do sprzętu, wakacji na Majorce i imprezowych Manieczek w polskim klubie, po czym szczęśliwcy osiadają na laurach, jak kurz na meblach.

Dzięki temu, że wciąż jesteśmy (Polska i UK) w Unii Europejskiej kupujesz bilet za 99 zł, wsiadasz w samolot z bagażem podręcznym i hop. Wyspy Brytyjskie! Zawsze możesz kupić bilet powrotny. Nie licząc styczniowego przestoju, szybko znajdujesz pracę, potem shoppig w Primarku i już jesteś światowy. Na starych przyjaciół patrzysz z góry, na krótkim urlopie w Polsce wydajesz funty i opowiadasz z przejęciem, jaką świnią jest ten Polak z naprzeciwka (Mieszkasz przecież w polskiej dzielnicy, ale to nieważne, jesteś Obywatelem Świata). Zapomniałam o złotym zegarku. Ty pewnie nie, to dobrze. Czasami zapominasz jednak ojczystego języka – przecież tak biegle władasz angielskim.

Mojej uwadze nie umykają Ci, którzy otwierają przedsiębiorstwa, działają społecznie, awansują i zdobywają kwalifikacje, matki samotnie wychowujące dzieci, eurosieroty i rozbite rodziny. Z pewnością każdy, kto podjął decyzję o wyjeździe zmaga się z samotnością, a każdy dzień rozpoczyna się dylematem, czy wracać dziś, czy może jeszcze zostać. Jednak cała rzecz sprowadza się do jednego: Polaku, przestań być mentalnym emigrantem i zacznij żyć.

OM | Marta Koszentka

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

/Autor

Miłość: On muzułmanin, ona chrześcijanka

On muzułmanin ze stolicy Bangladeszu, ona chrześcijanka z miasteczka w zachodniej Polsce. Poznali się w Berlinie. Synka urodziła zaraz po maturze. Historia jak z „Faktu”, a jednak się udało. Oto Klaudia, Mamun i ich multikulturowy „happy end”. Wychowana w rodzinie „patchworkowej”, Klaudia pragnęła, by jej własna była taka „na zawsze”. Życie wystawiło ją na większą próbę, niż zakładał plan.

STYL I KULTURA

/Autor

Jak zostać dawcą szpiku

Pobranie szpiku jest bezpieczne ale wiąże się z paroma niedogodnościami związanymi z przeszczepieniem. Jednak nie są one zbyt dotkliwe. Przy pobraniu komórek macierzystych z krwi obwodowej trzeba się liczyć z jednodniową wizytą w klinice pobrania.