Według danych z 2010 roku jedna piąta Polaków zgodziłaby się wziąć udział w badaniu klinicznym w pierwszej bezobjawowej fazie choroby. W przypadku nowotworu – byłoby to już ok. 40 proc. chętnych. Jako zalety takich eksperymentów wymieniamy postęp w medycynie, możliwość wprowadzenia na rynek nowych leków czy szansę na poprawę sytuacji pacjentów. Co wiemy o badaniach klinicznych? Czy są bezpieczne? Jak wziąć w nich udział? Jak to jest być ochotnikiem?

____________________________________________________________________________________________________________________

Zadania kliniczne dzieli się na cztery fazy. Pierwsza – to określenie bezpieczeństwa i toksyczności leku, a także parametrów farmakokinetycznych terapii. Zwykle obejmuje ona kilkudziesięciu ochotników. Druga – tu sprawdza się skuteczność terapii, zwykle na 20-300 osobach. Faza trzecia to potwierdzenie skuteczności terapii na dużo większej grupie osób: 300-3000. Faza czwarta jest to tzw. przedłużenie badania klinicznego, gdzie sprawdza się bezpieczeństwo leku już po wprowadzeniu go na rynek.

Głównym celem tej fazy jest sprawdzenie interakcji z innymi lekami, skali występowania działań niepożądanych i skutków ubocznych oraz tego, jak lek działa na wybrane grupy społeczne, np. dzieci czy kobiety w ciąży. Do każdego z tych etapów potrzebni są ochotnicy. Do udziału w badaniu można zostać skierowanym przez lekarza, zwłaszcza w przypadku chorób przewlekłych lub zgłosić się samemu. Listy aktualnie prowadzonych testów są dostępne w Internecie.

Okazja do zarobku

Jakie są nasze pierwsze skojarzenia, które przychodzą nam do głowy, gdy myślimy o szpitalach i testowaniu nowych leków? Szaleni naukowcy, białe fartuchy, niezbadane leki, króliki doświadczalne, kroplówki i strzykawki. Okazuje się jednak, że nie taki diabeł straszny, jak go malują i sporo z nas chętnie poświęciłoby się dla nauki.

– Zawsze chciałem wziąć udział w badaniach klinicznych – mówi Michał (31 l.). – Nie tylko ze względów finansowych, ale również z powodów naukowych. Chciałbym przynajmniej w minimalnym stopniu przyczynić się do rozwoju medycyny. Jestem zdrowy, ale jeżeli mogę komuś pomóc, zrobię to bez wahania – dodaje.

– Nie mogłabym być dawcą narządów, boję się pobierania krwi, ale badania kliniczne to co innego – stwierdza Ola (25 l.). – Nigdy nie brałam udziału w żadnym, ale chciałabym spróbować – przyznaje.
Takich głosów jest całkiem sporo. Bycie ochotnikiem to również okazja do niezłego zarobku.

– Zainteresowałem się badaniami klinicznymi, kiedy zaczęło mi brakować gotówki – mówi Wojtek (32 l.). – Moja koleżanka pracuje w firmie, która się w tym specjalizuje. Powiedziała mi jak wygląda procedura i gdzie się zgłosić. Byłem zainteresowany, ale rekrutacja chętnych to długi proces. Poza tym cieszę się, że znam kogoś kto dokładnie wie, jak takie badania wyglądają. Znajoma przestrzegała mnie, że może być ciężko – opowiada.

Ochotnicy, którzy zgłaszają się do udziału w badaniach, to często bardzo młodzi ludzie nie zdający sobie sprawy z tego, na co się decydują. Badania zwykle są bezpieczne, ale mogą oznaczać nawet kilka tygodni w totalnej izolacji. Niektórzy ochotnicy spędzają cały ten czas w jednym pokoju, a ich jedynym łącznikiem ze światem zewnętrznym jest komputer, telewizor czy telefon komórkowy. Wszystko ze względu na transmisje zarazków. Może to być bariera nie do przejścia.

– Jestem bardzo towarzyska. Nie wyobrażam sobie dwóch tygodni w totalnym zamknięciu i odcięciu od świata. Zwariowałabym – mówi Ola (30 l.). – Rozumiem poświęcenie dla medycyny, ale to nie dla mnie – zaznacza.

Jak wygląda kwarantanna?

– Udało mi się odwiedzić jedno z takich miejsc, ponieważ pracowałam w laboratorium analizującym próbki z kwarantanny – mówi Maria. – Zawsze interesowało mnie to, jak jest po drugiej stronie. Kwarantanna przypomina trochę szpital. Każdy ochotnik ma swoje łóżko, szafkę nocną, dookoła czuwają lekarze i pielęgniarki. Przed wejściem trzeba wziąć prysznic i się przebrać. W zależności od badania pokoje są jedno- lub wieloosobowe. W firmie, w której pracowałam, ochotnicy są zarażani wirusem, co oznacza, że większość z nich naprawdę choruje. Może to być na przykład grypa. Objawy zależą oczywiście od osoby i jej odporności. Nie myliłabym kwarantanny z urlopem, bo chyba nikt z nas nie chciałby mieć grypy, będąc na wakacjach. Sama prawdopodobnie nigdy nie zgodziłabym się na udział w takim badaniu. Po pierwsze nie lubię chorować, a po drugie życie ochotnika nie należy do łatwych. Jeszcze raz powtarzam, że to nie są wakacje. Personel codziennie zbiera próbki, niektóre bardzo wcześnie rano, dodatkowo jest się chorym. Mogłabym zgłosić się tylko tam, gdzie testuje się np. witaminy czy suplementy diety albo gdybym potrzebowała specjalistycznej terapii, która nie jest dostępna gdzie indziej – wyjaśnia.

– Wszyscy moi znajomi bardzo się interesują moją pracą – mówi Ania, która w laboratorium pracuje ponad rok. – Wielu z nich chciałoby wziąć udział w badaniu, inni mówią, że się zgłoszą, gdy będą im potrzebne pieniądze. Zwykle zmieniają zdanie, gdy powiem im o pobieraniu krwi lub przymusowej samotności, bo kwarantanna może być jak więzienie. Doceniam poświęcenie dla nauki, ale sama nie byłabym do tego zdolna. Praca, którą wykonuję w zupełności mi wystarcza. Fascynuje mnie na pewno to, że widzę efekty naszej pracy i leki, które trafiają na rynek. Na co dzień nie jest niestety tak kolorowo – opowiada.

Różne losy

Jak toczą się losy osób, które wzięły udział w badaniach klinicznych?

Okazuje się, że poza korzyściami zdrowotnymi i naukowymi, w bardzo specyficznych warunkach kwarantanny mogą nawiązywać się przyjaźnie, a nawet romanse. Karolina właśnie tam poznała swojego obecnego narzeczonego.

– Brałam udział w badaniach kilka lat temu. Poznałam tam świetnego chłopaka. Widzieliśmy się codziennie, codziennie ze sobą rozmawialiśmy. Szybko się zakochałam. Do dziś jesteśmy razem i cały czas lubimy opowiadać naszym znajomym o tym, jak się poznaliśmy. Myślę, że specyficzne okoliczności pozwoliły nam się sprawdzić i szybko się poznać. Randka między pobieraniem krwi a podawaniem kroplówki może nie brzmi najlepiej, ale dla mnie to najbardziej romantyczne chwile – dodaje z błyskiem w oku Karolina.

Okazuje się, że w Polsce cały czas przeprowadza się za mało badań klinicznych. Polska jest daleko w tyle za Wielką Brytanią, Niemcami, Czechami czy Węgrami. Co roku w Polsce rozpoczyna się ponad 400 nowych badań, podczas gdy w Wielkiej Brytanii jest ich ponad trzy razy więcej.

Dobra wiadomość dla tych, którzy chcieliby wspomóc medycynę w Anglii. Tu badań jest dużo i cały czas poszukuje się ochotników, którzy wezmą w nich udział. Wystarczy znaleźć interesujące nas badanie w Internecie i zadzwonić lub wypełnić formularz. Jeżeli spełniamy kryteria, na pewno ktoś szybko do nas oddzwoni. Obecnie poszukiwani są między innymi niepalący ochotnicy w wieku od 18 do 55 lat. Za wzięcie udziału w badaniu można dostać nawet 2400 funtów. Prowadzonych jest też wiele testów leków dla pacjentów z wysokim poziomem cholesterolu lub astmą.

– Pracowałam w Londynie w firmie zajmującej się badaniami klinicznymi – mówi Hania. – Uważam, że to świetna sprawa. Sama nie mogę wziąć udziału w takich testach, ale polecam je każdemu. Myślę, że warto to zrobić dla rozwoju medycyny. Może się też okazać, że pomożemy komuś bliskiemu i dzięki nam lek na jego chorobę szybciej trafi do aptek. Potwierdzam, że nie ma się czego bać. Nie polecam takich badań tylko tym, którzy mdleją na widok strzykawki – dodaje ze śmiechem.

Tam dowiesz się więcej:

Anna Zielińska

goniec_150

Sharing is caring!