Gdy babcia zostaje w Polsce… I dziadek też…

Albo babcie, obie, zostają w Polsce… Albo tutejsze babcie – „obce” nie są wyrywne do pomocy. Scenariuszy wiele, zapewniam. Sęk w tym, że babci i dziadka brak. I jesteśmy same. Z dzieckiem, z dziećmi… Kompletnie same…

Ktoś mi ostatnio zarzucił, że my mamy lepsze życie i plujemy na Polskę. Taki standardowy tekst. Nie nowy zresztą, bo często się powtarza. Więc wyszło, że dzisiaj będzie o tych kosztach „lepszego” życia… Zanim napisze pochwałę tego lepszego życia na emigracji:)

Czasy się zmieniły, nie ma tak jak kiedyś, że rodziny wielopokoleniowe razem, bądź blisko bardzo. Ze w okolicy jakieś ciotki, pociotki, czasami też nie – dzieciate, które pełne chęci zawsze zajmowały się innymi dziećmi z rodziny. Nieważne czy były te dzieci z „piekła rodem” czy nie? Ale kiedyś to był taki czas, że zawsze był ktoś komu to dziecko czy dzieci można było podrzucić. I to było jak zapisane w kontrakcie na pierwszym miejscu, że babcia i dziadek są. I kropka. I odstawia się te dzieci nasze do najlepszej pod słońcem „przechowalni” i się idzie w „pip” czyli znika:) zakupy, fryzjer, koleżanki, mąż, albo podłubać w nosie samej przez 2 godziny patrząc przez okno, bo taką mam ochotę…

Teraz nawet w Polsce to się zmieniło. Kryzys więzi, praca, odległości itd itd. A jak się zdecydujemy na emigrację to już w ogóle możemy zapomnieć, że babcia i dziadek będą na horyzoncie częściej niż raz na parę miesięcy. Przez tydzień, może dwa. I tyle…

Zdarzają się wyjątki. Że dziadkowie też emigrują. Że są „obcy” dziadkowie i oni się doskonale znajdują w tym, że synowa ma trochę inne zasady, ale to nie zmienia faktu, że wnuk czy wnuczka jest do cieszenia się nią i spędzania czasu razem. Oczywiście. Ale ja piszę o tym, że częściej babcia jest produktem reglamentowanym?

I to jest jakiś brak. Że tej babci i dziadka nie ma, są oczywiście wirtualnie, przez telefon. Ale nie są namacalni. Są w pamięci i są niejako obecni. Ale…

My zawsze mówimy, że nasze biedne dzieci bez dziadków. Zapominamy, że nasi biedni dziadkowie bez wnuków też. Czegoś jest mniej. Tak czasami bywa. Zapominamy też o jednym, że my – Mamy – też mamy czegoś dużo mniej. Oczywiście dziecko pójdzie do opiekunki, przedszkole, później szkoły… Potem wracamy jednak do domu. Potem przychodzi weekend. I wciąż z dzieckiem. Dziecko chore – Matka w domu uziemiona. W szkole ferie – często Matka w domu w dzieckiem uziemiona… Znamy… Jesteśmy skonane i przeraźliwie zmęczone…

I jeszcze coś. Wczoraj policzylam ile razy wybrałam się sama z mężem gdzieś tam. Na głupią kawę, lunch. W ciągu 5 lat. Sami, na parę godzin. Może 5 razy, może 6… Nie mówię o tym spotkaniach ukradkiem i wieczorową porą? Czasami miałam tak, że myślałam, kto to jest ten facet co się tutaj pałęta mi po domu, obcy jakiś, ja go nie znam, hm?Taaa… Wiem, dziecko rośnie…

Jakie są plusy sytuacji??? Plusy?! Że się trzeba skonfrontować z własnym macierzyństwem, jeżeli sobie pozwolimy. Że pomimo braku czasu, trzeba spojrzeć na tego Mężczyznę, z którym mieszkamy? Że okazuje się, pod koniec dnia, że my Matki dajemy radę. I jesteśmy Wielkie. Tak, to kosztuje. Ale co jest za darmo….

I bez babci i dziadka w pobliżu też są Happy End’y. I tego wszystkim życzę. Tak na początku tego długiego weekendu:)

Sylwia Halman Viana
Źródło | Mama z prądem i pod prąd…

© Open Magazyn.pl. Wszystkie prawa zastrzeżone. Całość jak i żadna część utworów na OPEN MAGAZYN.PL, nie może być rozpowszechniana w jakiejkolwiek formie bez zgody Redakcji. Wobec osób łamiących prawo, podjęte zostaną wszelkie działania prawne celem dochodzenia roszczeń finansowych.

POPULARNE TERAZ

INFORMACJE I BIZNES

OPINIE I PUBLICYSTYKA

STYL I KULTURA

/Autor

Jak zostać dawcą szpiku

Pobranie szpiku jest bezpieczne ale wiąże się z paroma niedogodnościami związanymi z przeszczepieniem. Jednak nie są one zbyt dotkliwe. Przy pobraniu komórek macierzystych z krwi obwodowej trzeba się liczyć z jednodniową wizytą w klinice pobrania.