» Joanna Goldberg | fot. za chicinterior.blogspot.co.uk

Jak marudzić, to już na całego. Kiedyś tam pisałam o kątach prostych i o elektryczności, czyli o myśli technicznej w wykonaniu brytyjskim i teraz nie tylko słów nie cofam, ale moje ględzenie poszerzę o doświadczenie, które od dawna mi już dokopywało, ale właśnie teraz dokopało, że tak powiem, namacalnie.

_______________________________________________________________________________________________

Całkiem łatwo da się namacać guz, którego sobie nabiłam usiłując nie zlecieć ze schodów w zaprzyjaźnionym londyńskim domu i tym razem powiedziałam: dość! Enough! Nie będę się litować nad idiotami! O Boże, zmiłuj się, kto do ciężkiej cholery projektował te domy?!

Pogodziłam się już z tym, że kąt prosty niekoniecznie musi być prosty i mieć 90 stopni obojętnie czego, zapewne Fahrenheita, albo i Celsjusza, wszystko nieważne, grunt, żeby ściany się trzymały. Pogodziłam się również z tym, że w tych ścianach instalacja elektryczna prowadzona jest na nosa i w miejscach, gdzie tylko elektrykowi wygodnie i dlatego prądu elektrycznego trzeba się strasznie bać.

To zrozumiałe i logiczne. Sama zaczęłam się bać widząc po raz kolejny elektryka, który zaambarasowany patrzy w schemat i nie wie, gdzie pralka ma uziemienie. Ja bardzo nie lubię, kiedy pralka mnie kopie, więc postarałam się, żeby zrozumiał. Nie było łatwo, zważywszy na różnice w wykształceniu, mea culpa, zapewne powinnam była zapomnieć, czego mnie nauczono.

Cóż na to poradzę, nie mam wyrozumiałości dla wolno myślących, wkurza mnie fakt, że za żadne skarby nie chciałam iść w kierunku nauk ścisłych, ale skądś się dowiedziałam, jak funkcjonują, a skoro dowiedziałam się ja, tuman nad tumanami, to dlaczego nie może się tego dowiedzieć brytyjski elektryk…?!

No, dobrze, uff, już nie będę się rozdrabniać nad elektrycznością, ale w drogę znów weszła mi geometria wykreślna, z tego, co sobie przypominam wiedza dostępna uczniom szkoły podstwowej w Polsce. Jest bardzo przydatna przy projektowaniu – rzut poziomy, pionowy, etc.

Najwyraźniej brytyjczycy całą swoją wiedzę skupili na okrętach (a wcale nie stworzyli najlepszych), na domy im już nie starczyło. Widać wyraźnie, że co poniektóre budynki tworzył domorosły budowniczy, który nie miał cyrkla i linijki bo może mu ukradli, albo wcale nie wpadł na pomysł, że tego typu przyrządy są potrzebne.

Dom wygląda w ten sposób, że otwiera się drzwi wejściowe, nie ma żadnego przedpokoju ani wiatrołapu i nosem trafia się na strome schody biegnące do góry, schody, na których nie da się bezpiecznie postawić stopy, bo są skrzyżowaniem schodów z drabiną. Na górze są sypialnie i łazienka, na dole salon i kuchnia. Nie mnie się sprzeczać z taką myślą architektoniczną, że jest debilna widać od razu, ale dlaczego, o Boże, mam płacić własnym zdrowiem za obłąkany pomysł jakiegoś niedouka?! Europejskie normy budowlane wyraźnie mówią o tym, co to jest bezpieczny stopień. No, tutaj tych norm nie widać. Angielscy budowlańcy zapatrzyli się widać na sen Jakuba, tylko pewne szczegóły pominęli. Skoro już tak bardzo chcieli tej drabiny do nieba, to mogli chociaż zaprojektować anioły, ale najwyraźniej na anioły też zapanował nieurodzaj.

A ja ostatnimi czasy bardzo podupadłam na zdrowiu i angielskie schody mnie wkurzają. I będę marudzić, bo nie lubię zlatywać ze schodów, gdybym chciała podnieść sobie poziom adrenaliny poprzez doznania ekstremalne poszłabym w góry, tam przynajmniej wiedziałabym dlaczego i gdzie zlatuję.

Nie lubię, oj nie lubię idiotów, obojętne kiedy i dlaczego się urodzili. I tym mało optymistycznym akcentem….

A, nie, jeszcze nie skończę, potrzebny przecież jest dowcip. Blondynka bierze udział w telewizyjnym quizie. Na pytanie, które z ptaków nie budują gniaz bez wahania odpowiada, że kukułka. Poproszona o uzasadnienie odpowiada z oburzeniem: „No, jak to, każde dziecko wie, że kukułki mieszkają w zegarze!”

No, i tego się trzymajmy. Każde dziecko wie jak narysować dom, prawda…?